Zgodnie z obietnicą, z lekkim opóźnieniem (spowodowanym wciąż panującą euforią), zdajemy relację z pobytu w egipskiej Zaafaranie. Muszę w tym miejscu powtórzyć słowa z nagłówka, gdyż innych po prostu mi brak: lepiej być nie mogło.
Wiatr, jak co roku, oczywiście dopisał. Na 14 dni, zdarzył się tylko jeden bezwietrzny. Kiedy? Ostatniego dnia wyjazdu! Egipscy Bogowie muszą nas chyba lubić, bo była to świetna okazja do wypoczynku po tak intensywnym pływaniu. Słodkie lenistwo. Wygrzewaliśmy się na leżakach, nurkowaliśmy, graliśmy w siatkówkę, był też "windsurfing", ogólnie pełen relaks! :)
Apropo zanurzania się pod wodę, to mamy jeszcze jeden argument, że w Afryce Takeoff ma dziką kartę i nadzwyczajne przywileje. Podczas nurkowania, otoczyło nas stado delfinów. Szczerze mówiąc, pierwszy raz widzieliśmy je na żywo, a na dodatek były na wyciągnięcie ręki. Moment niepowtarzalny a przeżycia mu towarzyszące - bezcenne. Emocje sięgnęły zenitu szczególnie na początku, gdy Mariusz pomyślał, że to rekiny i że za chwilę, skończy się jego egipska wycieczka! :)



